Site Loader

Jest sobota 6:00, a na dworze niemiłosierny ziąb. Wcinam banana, wciągam na siebie ciuszki i szykuję się do wyjścia. Jeden banan już w żołądku a drugi wymalowany na twarzy. Poprawiam szybko sznurowadła w butach i lecę. Lecę mimo, iż większość ludzi jeszcze śpi a na dworze jest 1 stopień na plusie i prócz mnie nie widać nikogo. 

Właśnie minął miesiąc od kiedy tak sobie codziennie rano albo tuptam po osiedlu, albo dźwigam żelastwo z rana w garażu. Jednak tym razem tuptam i dźwigam tak jak powinienem. Wszystko jest poukładane wedle planu i doświadczenia. Przede wszystkim z rozsądkiem. Jeszcze nie tak dawno było zupełnie inaczej. Jak się okazało, było wręcz tragicznie.

Cofnijmy się jeszcze trochę w czasie. Po drugiej ciąży ciut mi się przytyło (tak, tyłem na równi z żoną, aż ją przegoniłem 🙂 ), lecz po pewnym czasie, gdy zasznurowanie buta zaczynało być niemal wyczynem kaskaderskim postanowiłem pójść na dietę. Po kilku miesiącach na wadze było już ok. 20 kg mniej. W między czasie zacząłem ćwiczyć w domu, posiłkując się tym, co było napisane w internecie. Zresztą całe swoje podejście do diety i ćwiczeń wzorowałem na internecie. 

I co się stało? A no właśnie nic. Kilka miesięcy ćwiczeń nie przyniosło zbytniego efektu. Dieta która była zalecana na pewnym forum powodowała, że kilogramy wracały, a złe przygotowanie i podejście do biegania odbiło się długotrwałą kontuzją kolana. Gdzieś tam na końcu tego łańcucha znalazła się psychika i świadomość, że właśnie mam kilka miesięcy w plecy. Zrobiłem właśnie piękne kółeczko i zbliżam się do punktu wyjścia. Lecz z jedną różnicą. Ze znacząco zaniżonymi moralami. 

W odpowiednim momencie zareagowała żona. Bo gdzie diabeł nie może…. 🙂 Muszę przyznać, że to kolejny raz, gdzie ta Jej intuicja coś jej tam dobrze podpowiedziała. 

Zasugerowała wyjście na crossfit. Pierwsza myśl – zwariowała. Siłownia wydawała się miejscem, gdzie spalę się ze wstydu, a co dopiero to. Po kilku głębszych przemyśleniach – raz się żyje, lecimy. Poszedłem. Spróbowałem. Żałowałem.

Na pewno żałowałem, że pojawiłem się tam tak późno. No i też zderzyłem się z rzeczywistością. Okazało się, że jednak można połączyć świetną atmosferę wraz z bardzo dobrym treningiem. Że osoba, która ćwiczy obok, ma do Ciebie stosunek jak do dobrego kumpla i mimo, że ma kilka ładnych lat stażu w treningach, nie uświadczysz od niej szyderczych śmiechów. To był moment kiedy się wkręciłem.

Okazało się, że trening stopniowo kształtuje nie tylko moją kondycję, ale w pewien sposób też charakter.

Jako, że nie mogłem w tygodniu ćwiczyć za często poza domem (ze względu na dość napięty grafik) postanowiłem dołożyć sobie ćwiczenia w domu. Ale nie tak jak kiedyś. Z pomocą poszedłem do zawodnika crossfit, który prowadzi też treningi personalne i rozpisuje plany treningowe. Dla mnie nie było to łatwe posunięcie. Jednak spróbowałem.

Dopiero teraz wiem, że tak obrana droga przybliży mnie do celu który zawsze chciałem osiągnąć. 

Po wielu miesiącach nieudolnych podejść w końcu to działa tak, jak należy. Przyznaję się przed sobą, że aby osiągnąć zamierzony cel nie wystarczy po prostu wyjść i coś robić bez pomysłu i bez wiedzy. Jedne do czego można dojść w ten sposób, to do zrobienia sobie krzywdy. 

Aktualnie trenuję w Krzyki 181, a w pozostałe dni w 100% opieram się na zaleceniach i planach jakie dostałem od Piotra Mielczarka. 

No i co mi to dało?

Dało więcej niż myślałem. Pozwoliło mi się totalnie rozładowywać ze złych emocji, pozwoliło poznać wiele fajnych i wartościowych osób, pozwoliło wprowadzić samodyscyplinę, aż w końcu pozwoliło mi się przybliżyć do realizacji swoich zamierzonych celów.

Jeśli chcecie wziąć się za siebie, zrobić to z głową i największym możliwym efektem, to nie bójcie się pójść tam, gdzie robią to naprawdę dobrze. Nie bójcie się pytać o radę czy o pomoc profesjonalistów. 

Ja od siebie mogę Wam zagwarantować dwie rzeczy. Pierwszą jest adres: Ślężna 181 we Wrocławiu i umiejscowiony tam box crossfitowy Krzyki181 oraz Piotra Mielczarka jako trenera. 

Jeśli wciąż się zastanawiacie czy warto, to powiem Wam że nie warto. Nie warto wciąż się zastanawiać i odkładać czegoś na później. Lepiej zacząć to robić od teraz, od zaraz.

Wiem, że to jest ten moment dla mnie, bo już nie zadaję sobie pytania ile czasu mi to zajmie. Teraz wiem, że zmieniam swój styl życia i to będzie trwało zawsze 🙂

Zapisuję post i lecę na trening. Powodzenia!

Post Author: Wrojciec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *