Site Loader

Odżywianie było od zawsze niewątpliwie moim hobby 😉 nie tyle co stawiałem na jakość jedzenia, co na smak. Taaaak… smak był najważniejszy.

Z biegiem lat nie zmieniało się nic – nie przywiązywałem zbytniej wagi do tego, co jest napisane z tyłu opakowań produktów. Interesowało mnie jedynie to co jest na froncie i cenówka. Za nic miałem sobie porady wszelkich dietetyków, sportowców itp. Mnie to nie dotyczyło, ja mogłem jeść co chcę i ile chcę.

Kilka lat temu zacząłem przygodę w branży opakowań, a dokładniej, w kreowaniu grafiki i wymyślaniu wszelkich przekazów marketingowych (to tak w uogólnieniu). Chcąc, nie chcąc musiałem się z tematyką żywienia i żywności dość dobrze zaznajomić. Miałem ogromne braki więc rozpocząłem nadganianie. 

No spoko, ale co to ma do rzeczy?

A no to, że chcę Ci powiedzieć, że nie jestem dietetykiem, sportowcem, ani żadną inną personą która zna się na wszelkich pojęciach związanych z żywieniem. Jestem młodym rodzicem, który ma świadomość tego, co producenci pakują w opakowania i jak to ładnie ubierają w słówka. Nie będę się rozpisywał o tym, jaki cukier jest zły, czy ile kalorii można zjeść, żeby pryszcz nie wyskoczył. Podejdę do tematu ciut inaczej.

Robimy zakupy w okolicznym sklepie. Większość z nas ocenia produkt po opakowaniu. Te pierwsze kilka/ kilkanaście sekund kontaktu z opakowaniem ma nas przekonać do jego zakupu. To właśnie na ten moment producent przeznacza bardzo duże kwoty, aby jak najbardziej zainteresować konsumenta. Te kilkanaście sekund ma być decydujące o kupnie produktu. Zwróćcie uwagę, że nie znając produktu stwierdzamy, czy jest on dobry lub nie. 

Stojąc przed ogromną półką z produktami, wiemy, że kupimy ten lepszy (czytaj z opakowaniem bliższym naszemu gustowi). Często takich wyborów dokonujemy kupując coś okazyjnie np. Bombonierki. Niewiele to ma wspólnego z racjonalnym kupowaniem, ale tak to wygląda w praktyce.

Skład

Trzymasz produkt w ręce i nie rozumiesz co jest napisane z tyłu? Spoko – ja też nie wszystko kumam. Pamiętaj, że nie musisz rozumieć tych wszystkich dziwnych nazw, aby wiedzieć czy zda się do jedzenia. Mniej więcej wiesz z czego powinien składać się finalny produkt. Jeśli w składzie jest wiele rzeczy prócz tego z czego powinien się składać to warto odpuścić.

Dla przykładu: pierogi ruskie to powinna być mąka, jajko, woda, ser, ziemniaki, cebula i coś tam jeszcze. Jak masz nawalone do tego 10 innych składników to coś tu chyba nie pasuje.

To nie jest tak, że nie mamy w sklepie wyboru dobrych produktów. Za tymi dobrymi, czasami trzeba się naszukać, ale warto.Warto też pamiętać, że mała firma produkująca coś, nie zawsze równa się z lepszym produktem.

Większe i mniejsze firmy produkują zarówno dobre i gorsze jedzonko. Na całe szczęście Unia Europejska wzięła się jakiś czas temu za ten temat w Polsce i teraz producent musi wszystko ładnie opisywać co znajduje się w składzie.

Chleb pszenno-żytni ok
Chleb pszenno-żytni ulepszony

Można powiedzieć, że ilość dodatków w jednym produkcie jest niewielka i dopuszczona przez wiele badań i instytucji do sprzedaży, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że przez całe życie przejadamy kilka kilogramów sztucznych dodatków do żywności, to wydaje mi się, że to już może mieć jakiś wpływ na nasze zdrowie. Farbujesz jajka na Wielkanoc? To wyobraź sobie wiaderko takiego barwnika – smacznego 😉

Ciasteczko do kawki? Chyba wolę reklamówkę.

Często na jednej półce mamy do wyboru ten sam produkt, lecz kilku różnych producentów. Wystarczy tylko rzucić okiem na skład i możemy kupić dużo lepszy. Nie marka świadczy o jakości. Wiele czołowych marek ma jedne z gorszych produktów, ale wygrywają na rynku poprzez gigantyczne kwoty przeznaczone na reklamę. Tutaj nie chodzi o to, aby nagle przerobić się na full ekologicznego konsumenta. Stopniowo, ale warto zwiększać swoją świadomość i ciut zadbać o to czym karmimy rodzinę. 

No to może tak kilka porad 😉

Porada nr 1 – wybierając produkt, za jego wizytówkę traktuj skład. Nie to co jest na froncie. Często to, co jest wypisane na przodzie, bądź co jest przedstawione, niewiele ma wspólnego z produktem ze środka. Weźmy za przykład chleb.

Często mamy na froncie tylko zapis „na naturalnym zakwasie” i tyle. W składzie pojawia się natomiast cała plejada towarzyszy niejakiego Mendelejewa 🙂

Porada nr 2 – staraj się nie klasyfikować jakości produktu po jakości grafiki na opakowaniu. Zazwyczaj jest to praca grafika w agencji, który ma za zadanie jedynie maksymalnie pokazać apetyczność produktu. Grafika ma niewiele wspólnego z produktem ze środka. Bardzo niewiele. 

Pod tym kątem przeprowadza się badania konsumenckie, żeby zobaczyć na co ludzie zwracają uwagę. Jeśli w projekcie nie zostało to uwzględnione, zostaje on poprawiony tak, aby jak najbardziej spełnić oczekiwania klienta pod względem estetycznym = przekonać go do kupna.

Porada nr 3 – czytaj tabelki wartości odżywczych. Niektóre produkty np. jogurty do picia, czy płatki śniadaniowe mają w sobie dodane po 5-6 łyżeczek cukru na porcję. Nie jest dużo? Dodaj do herbaty tyle cukru i wypij 4 w ciągu dnia 🙂 Kobietom w ciąży mogliby je podawać zamiast glukozy przy badaniu krzywej insulinowej 😉

Porada nr 4 – porównaj sąsiednie produkty. I to nie tylko te, które masz na linii wzroku. Specjaliści wiedzą, gdzie patrzysz i tam umieszczają produkty które jest im najlepiej sprzedać – oczy w górę i w dół. Świdruj wzrokiem półkę, jak brunetkę w mini 🙂

Porada nr 5 – nie podchodź do zakupów paranoicznie. Żyjemy w takich czasach, że nie ustrzeżesz dzieci czy rodziny od jedzenia napompowanego chemią. Ogromny wpływ będzie miało to, jeśli zaczniesz produkty wybierać świadomie, a nie tylko pod wpływem impulsu, bądź nie przykładając do tego uwagi.

Porada nr 6 – wiesz ile osób jest chorych na Celiakię i faktycznie nie toleruje glutenu? Mało – bardzo mało. A bezglutenowość to jest świetna maszynka do zarabiania kasy ostatnich czasów. Mnie urzekł wielki napis na płatkach kukurydzianych „bez glutenu”. To tak jakby na butelce wody mineralnej napisać, że jest dla wegan. Nie daj sobie wkręcić choroby na siłę. 

Porada nr 7 – jeśli ty i setki innych osób nie kupi chemicznych ciasteczek, to znikną one z rynku lub zmienią skład. Ostatni hejt na glutaminian spowodował wycofanie go z wielu produktów. To samo z tłuszczem palmowym, choć akurat to, ja traktuję podobnie jak bezglutenowość.

Porada nr 8 – pierwsze, drugie i trzecie zakupy Ci się wydłużą, gdy będziesz czytać opakowania. Ale kolejne już będziesz załatwiać ekspresem. Po prostu świadomość wzrośnie i z automatu będziesz odrzucać złe produkty.

Porada nr 9 – ogromną popularność zyskały marki własne marketów. Dla marketu nie liczy się jakość a cena. Market negocjuje każdy grosz, a producent żeby te grosze odrobić, „ulepsza” recepturę. Często też nie wiemy kto produkuje pod markę własną. A uwierzcie mi na słowo, ale nie są to wiodący producenci i ich jakoś pozostawia wiele do życzenia 😉 Niektórych takich producentów nie spotkacie pod swoją marką na półce, ponieważ produkują tylko wyłącznie pod marki własne.

Nie daj się zwariować, ale kupuj z głową na karku. Najważniejsze jest to, żeby nie popadać ze skrajności w skrajność. Jeśli zrobisz choć ten mały krok, i zaczniesz czytać co kupujesz, zyska na tym Twoja rodzina i Twoje zdrowie. 

Zobaczcie sobie Czytamy etykiety. Warto się zapoznać z tym co piszą, bo robią to prosto i czytelnie.

Post Author: Wrojciec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *