Site Loader

Taaak, bo bycie tatusiem, a nie zwyczajnym ojcem to coś równoznacznego z byciem „niezłym kozakiem” 😉 Cieszę się, że żyję w obecnych czasach i aktywnie w tym uczestniczę. Zbytnio nie wiem jak to nazwać, ale od jakiegoś czasu zaczęła zmieniać się mentalność ojców. Mam tutaj na  myśli zarówno przywiązanie do dziecka, relacje z nim, miłość, zaangażowanie w obowiązki domowe. Zupełnie wszystko…

Parę ładnych lat do tyłu

Pamiętam dobrze swój okres dzieciństwa, i to jakie ojciec miał do mnie podejście. Dla niego dziecko nie było tym skarbem, fakt – nie czułem się traktowany przedmiotowo, ale zdecydowanie nie czułem tej miłości, co od mamy, ani nawet pokrewnej. Brakowało tutaj czułości, udziału w czynnościach związanych z dzieckiem, wypraw po zabawki i wymieniać tutaj mógłbym jeszcze sporo. 

Nie jest to jednak przypadek odosobniony. Przez czas dorastania wymienialiśmy się z kolegami poglądami na temat rodziców i ich podejścia do nas. Nie raz wspominaliśmy też czasy wczesnego dzieciństwa, które w podejściu naszych ojców podążały w zbieżnym kierunku. Większość ojców swoje obowiązki wypełniała przed telewizorem lub poświęcając czas na majsterkowanie czy grzebanie w garażu.

Sytuacje, gdy tato bardzo często przytulał dziecko, całował w czoło, zabierał na spacery czy bawił się lalkami, wzbudzały w wielu same negatywne emocje. Taka osoba była często wyśmiewana, w jego kierunku kierowano pretensje, że robi z dziecka pi#!dę, bądź ma w sobie coś z pedofila. Wielokrotnie byłem świadkiem takich rozmów, więc nie jest to tylko czcze gdybanie. Ale to było kiedyś i chyba minęło. Ale czy na pewno minęło?

No nie do końca. Będąc tatą zacząłem dość mocno zwracać uwagę na zachowania innych rodziców w stosunku co do swoich pociech, zarówno wśród rodziny czy znajomych. W kilku przypadkach wraz ze swoją teorią na podejście do dzieci byłem odosobniony, ale w większości spotykałem się z takim samym podejściem jak moje. Jednak, mimo tego, że coraz więcej facetów zmienia swoje podejście i łamie pewien stereotyp, to zawsze zostanie pewna grupa wyznawców danego podejścia. 

Jak to było ze mną

Doskonale pamiętam, że brakowało mi tego czegoś w ojcu. On kojarzył mi się tylko z głową rodziny, która twardo trzymała wszystko w garści. Postanowiłem, że jak zostanę rodzicem to będę w stosunku do dziecka taki, jak ono tego potrzebuje. Nie miałem zamiaru leczyć swoich kompleksów własnym dzieckiem. Trzeźwo i dokładnie miałem zamiar obserwować czego maluch potrzebuje i to właśnie mu dać. Taka akcja-reakcja 😉

Urodziła się pierwsza córka. Starałem się jak najwięcej pomagać żonie, w wielu kwestiach ją wyręczać. Z biegiem czasu zauważyłem, że młoda tak samo potrzebuje mamy jak i taty. Nie tylko mamy. Taty również.

Przychodziła się przytulić, dawała buziaki, ciągnęła za rękę do zabawy, chciała się wygłupiać, aż powiedziała pierwsze „Kocham Cię”. Jakby nie było, spędzaliśmy, i ja i żona, z naszym dzieckiem porównywalnie taki sam czas. No i pojawiło się we mnie „to coś”. Poczułem, że w niej też to jest. Coś, co nas połączyło już na zawsze.

Nie miałem najmniejszego zamiaru być tym kim nie chcę być, miałem zamiar być sobą nie patrząc na nic wkoło, bo to ona stała się najważniejszą osobą w moim życiu.

W przypadku pierwszej córki, to „coś” pojawiło się od razu. Miałem możliwość być przy porodzie, co emocjonalnie rozwaliło mnie na łopatki. Przy drugiej córce sporo godzin spędziłem pod salą porodową – niestety. Po pierwszym spotkaniu z Mają czegoś mi brakowało, wiedziałem, że ją kocham, ale ciągle nie było tego co przy Oliwii.

Po kilku miesiącach miałem możliwość spędzać z Mają dużo czasu. Postanowiłem wykorzystać go na maxa aktywnie, a nie tylko być. Przyszło, niespodziewanie –  to samo silne uczucie jak przy  Oliwii.

Po swoim przypadku widzę, że jeśli, jako rodzic, nie angażowałbym się aktywnie – zaznaczam aktywnie w życie dziecka, nie był przy porodzie, nie wstawał w nocy, nie przytulał podczas kolek, to taka więź raczej by się nie nawiązała. Nie oszukujmy się – dla faceta jest to obcy człowiek i tylko od niego zależy jakie relacje z nim nawiąże.

 

Skąd się wziął taki temat artykułu?

Bo tato, taki prawdziwy tato musi naprawdę sporo poświęcić i mocno się zaangażować aby ta relacja była prawdziwa. Nie jest to coś łatwego, nie jest to coś co trwa od zawsze i jest tak oczywiste jak macierzyństwo. Czasami musi zmierzyć się z krytyką, robić coś wbrew sobie, czasami mocno zacisnąć zęby i działać nadal. Tego wszystkiego nie osiągnie byle pi#!da, do tego naprawdę trzeba mieć jaja. Ojciec, który nie boi się palić fajek przy dziecku, pić browarów czy eksponować swoją wyższość rodzinną, wpada w „panikę” na wypowiedziane słowo kocham. Aż strach pomyśleć jak wyglądam w ich oczach taki ja, pisząc bloga o dzieciach i rodzinie 🙂

Tatowie – szacun! Bądźcie sobą dalej i nie róbcie nic wbrew sobie. Przecież my i nasze dzieci mamy tylko 1 życie i chyba chcemy je spędzić jak najlepiej. Jak my zrypiemy ten czas dzieciństwa, to uwierzcie mi, ale nikt tego nie naprawi. Piona.

Post Author: Wrojciec

2 Replies to “TATUŚ – a nie byle jaka pi#!da”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *